|
Witam!!
Nazywam się Maciej
Urbaniak.
Urodziłem się w Gdyni prawie 25 lat temu, to znaczy 12 grudnia 1984roku.
Od 1990 do 1999 roku uczyłem się w szkole podstawowej nr 12 w Gdyni Witominie. Byłem harcerzem w 22 GDH ZHR. Jak skończyłem szkołę podstawową miałem ambicje, żeby skończyć liceum i
iść na studia... Poszedłem do 12 L.O. im. Tadeusza Wendy w Gdyni.
Wiadomo, że okres liceum to wielki bunt przeciwko rodzicom czy nauczycielom itp. Praktycznie całą edukację w liceum siedziałem w narkotykach co mi na dobre nie wyszło, ale o tym opowiem później. Rok 2003 i matura. Jeszcze do tej pory śni mi się, że jestem przed, i że nie zdam... Maturę zdałem na dobrych ocenach. Spodobało mi się studium hotelarskie. Miałem dziewczynę, z którą ostro imprezowaliśmy... Któregoś dnia jak przyjechała po mnie policja do szkoły ... postanowiłem się z wszystkiego wycofać i pojechać do Londynu, aby zarobić trochę grosza i wyjechać z dziewczyną na wakacje do Hiszpanii.
W Londynie zaczął się cały koszmar ze SCHIZOFRENIĄ… Przestraszyłem się dużego miasta. Jak płynąłem z Dover do Calle do Francji promem zacząłem mieć omamy słuchowe, ale delikatne – myślałem, że jak wrócę do kraju to mi przejdzie…
Wróciłem do Polski po kilku dniach pobytu w Londynie i od razu poszedłem do lekarza. Na początku myślał, że to depresja, więc dostałem leki na podłamanie i zamówiłem kilka wizyt u psychoterapeuty. Psychoterapeuta, jak powiedziałem mu, że od czasu do czasu brałem narkotyki, powiedział, że powinienem pójść do przychodni terapii uzależnień. Tam stwierdzono, że jestem zmotywowany do leczenia, ale muszę zostać w ośrodku leczenia uzależnień.
Z czasem rozwinęła się schizofrenia. Wróciłem do domu i postanowiłem, że dam sobie rade. Apogeum choroby: głosy, lęki, zamartwianie się, 2 próby samobójcze… Znalazłem się na Srebrzysku. Tam czułem się średnio, ale lepiej jak w domu. Miałem huśtawki nastroju. Byłem tam miesiąc.
18 listopada 2004 stwierdziłem, że nie warto żyć, i że chyba nikt mi nie pomoże. Obudziłem się w szpitalu urazowym w Gdańsku, po około 2 tygodniach... Miałem sparaliżowane ciało od pasa w dół, nikt nie dawał mi nadziei na samodzielne życie. Po roku zooperował mnie dr Baranowski w Konstancinie i tam poznałem przyjaciół, którzy mieli te same problemy z kręgosłupami jak ja.
Jak dostałem wózek aktywny i pojechałem do szpitala w Kościerzynie walczyłem z egzystencją , ale byłem szczęśliwy. Mogłem się poruszać. Później pojechałem na obóz usprawniający w Spale i tam zacząłem smakować życia, że ono nie jest takie złe nawet takie złe, że można komuś zaimponować swoim podejściem do życia, pozytywnym podejściem do życia.
Później zrobiłem prawo jazdy, kilka kursów przygotowujących do podjęcia pracy, 3 kursy komputerowe, 2 nurkowe, kurs instruktora pływania, zacząłem uczyć się angielskiego na nowo tłumacząc filmy, chodzę na siłownie wyjeżdżam na zawody i obozy sportowe. Reprezentuje klub Start Gdynia w podnoszeniu ciężarów. Jestem koordynatorem ds. osób niepełnosprawnych na basenie w Gdyni-Witominie.
Myślę, że już dużo osiągnąłem, ale nie chcę osiadać na laurach. Dalej mam plany podbijać świat, znaleźć dziewczynę, założyć rodzinę, mieć 2 dzieci i całkiem normalnie żyć wbrew stereotypom, że jak się jest chory to nie ma co się wychylać i smakować życia.
Szukam dziewczyny, jestem zalogowany na onetowskiej sympatii jako wozkers1984 .
Chce nadal być aktywny i działać jak do tej pory. Zastanawiam się nad Studiami na AWFiS, żeby całkowicieprzełamać bariery i zrobić nowy kierunek pt. SPORT NIEPEŁNOSPRAWNYCH.....:-)
Dziś płynę w "Ekspedycji Wisła" z Markiem Kamińskim. Dwa miesiące temu, jakby ktoś mi powiedział, że to się wydarzy nie uwierzyłbym mu... marzenia się spełniają...
Chciałbym, żeby ludzie robiący takie głupoty jak ja, ale chcący się nawrócić, kiedyś mieli mnie za wzór osoby, której udało się wyjść z narkotyków i chcieli się zmieniać na lepsze jak ja, bo przecież podobno nie ważne co było kiedyś. Ważne co teraz.... pozdro
Możesz napisać do Maćka... maciekurb@interia.pl